Sześć razy wygrał w sądzie. Kto przeprosi Marka Żydowicza?

Sześć procesów. Sześć rozstrzygnięć korzystnych dla Marka Żydowicza. Sześć razy niezależne sądy uznały, że racja jest po jego stronie. Po takiej serii orzeczeń nie można już mówić o przypadku, nieporozumieniu czy różnicy interpretacji. Trzeba uczciwie powiedzieć: Markowi Żydowiczowi należą się przeprosiny.

Marek Żydowicz kolejny raz wygrywa w sądzieMarek Żydowicz kolejny raz wygrywa w sądzie
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Agnieszka Bielecka dla UMT
Dawid Gulczyński

Spory trwały długo, a formułowane publicznie zarzuty były poważne. Żyły własnym życiem, powracały w medialnych publikacjach i rzucały cień nie tylko na twórcę Camerimage, lecz także na Fundację Tumult i całą rodzinę Żydowiczów. Dzisiaj, po sześciu wygranych sprawach, dalsze odgrzewanie tych samych oskarżeń przestaje być poszukiwaniem prawdy. Coraz bardziej przypomina działanie wymierzone w człowieka, festiwal i interes Torunia.

To prawda, że są to rozstrzygnięcia pierwszej instancji i nie wszystkie są jeszcze prawomocne. Trudno jednak zignorować fakt, że jest ich już aż sześć - i za każdym razem rację przyznano Markowi Żydowiczowi.

Smutna jest przy tym postawa części lokalnych i krajowych mediów. Kiedy pojawiały się zarzuty kierowane pod adresem Marka Żydowicza i jego rodziny, informowano o nich wielokrotnie, szeroko i chętnie. O korzystnych dla niego rozstrzygnięciach można było przeczytać zaledwie w dwóch serwisach. Oskarżenia otrzymywały duże nagłówki, a sądowe zwycięstwa niemal całkowicie przemilczano.

To nie jest rzetelna informacja. Rolą mediów nie może być wyłącznie nagłaśnianie zarzutów, a następnie tracenie zainteresowania sprawą, gdy sąd staje po stronie osoby wcześniej oskarżanej. Jeżeli redakcja opisywała początek sporu, ma również obowiązek poinformować o jego zakończeniu. Inaczej w świadomości odbiorców pozostają oskarżenia, choć kolejne orzeczenia pokazują zupełnie inny obraz wydarzeń.

Każda instytucja korzystająca ze środków sponsorów, samorządu czy własnej fundacji powinna podlegać kontroli. Krytyka jest potrzebna, jeśli opiera się na faktach. Jednak kontrola nie może zamieniać się w niekończący się proces podważania reputacji mimo kolejnych rozstrzygnięć sądów. Po sześciu korzystnych orzeczeniach trudno wiarygodnie podtrzymywać narrację o rzekomych nieprawidłowościach. Przeciwnie - sądowe finały tych sporów potwierdzają, że Marek Żydowicz miał podstawy, by bronić swojego nazwiska, swojej rodziny, Fundacji Tumult oraz sposobu prowadzenia jej działalności.

Toruń powinien dziś spojrzeć na Camerimage nie przez pryzmat dawnych konfliktów, ale przez wartość, jaką festiwal daje miastu.

Dawid Gulczyński
dziennikarz, współwłaściciel portalu

Sprawę należy uznać za zamkniętą. Nie dlatego, że ktokolwiek powinien znajdować się poza krytyką, lecz dlatego, że w państwie prawa to niezależne sądy rozstrzygają spory. Jeżeli ich decyzje akceptujemy tylko wtedy, gdy odpowiadają naszym oczekiwaniom, przestajemy bronić prawdy, a zaczynamy bronić własnej narracji.

Toruń powinien dziś spojrzeć na Camerimage nie przez pryzmat dawnych konfliktów, ale przez wartość, jaką festiwal daje miastu. To marka rozpoznawalna w międzynarodowym świecie filmu, przyciągająca wybitnych twórców, operatorów, aktorów i producentów. Dla wielu gości z zagranicy Camerimage jest jednym z pierwszych skojarzeń z Toruniem. Takich marek się nie osłabia. Takie marki się chroni, rozwija i wykorzystuje jako siłę napędową promocji całego miasta.

Kopernik jest symbolem Torunia w świecie nauki. Gotycka starówka i wpis na listę UNESCO są fundamentem jego turystycznej rozpoznawalności. Żużel oraz Motoarena budują sportową tożsamość miasta. Camerimage ma podobne znaczenie dla świata filmu. Jest kolejnym bezapelacyjnym symbolem Torunia - marką, której nie można kupić ani stworzyć urzędową kampanią promocyjną.

Skoro gotyckie centrum jest świątynią toruńskiej turystyki, a Motoarena świątynią sportu, to Camerimage zasługuje na własną świątynię kina. Taką rolę powinno pełnić Europejskie Centrum Filmowe Camerimage - miejsce odpowiadające randze festiwalu i ambicjom miasta, które chce być rozpoznawalne daleko poza granicami Polski.

Można różnić się w ocenie poszczególnych decyzji. Można dyskutować o finansowaniu, inwestycjach i modelu współpracy. Nie można jednak bez końca powielać zarzutów, które wielokrotnie nie obroniły się przed sądem. W pewnym momencie odpowiedzialność wymaga nie kolejnego ataku, lecz wyciągnięcia ręki.

Dziś jest właśnie ten moment. Czas powiedzieć "przepraszam", usiąść przy jednym stole i zacząć wspólnie dbać o dobro, które Toruń już posiada. Bo Camerimage nie jest wyłącznie festiwalem Marka Żydowicza. Jest częścią dorobku i przyszłości całego miasta.

Wybrane dla Ciebie